niedziela, 12 maja 2013

Rozdział III

    


     Pierwszy dzień w Hogwarcie jako prefekt. Wstałem wcześniej niż zazwyczaj, ponieważ miałem nowe obowiązki jak na przykład sprawdzenie czy wszyscy śpią i nie wałęsają się o wczesnych porach po zamku. Wziąłem swoją szatę i szybko się przebrałem i wymyłem po czym wyszedłem na korytarz. Przywilejem prefektów jest, że mogą spokojnie przechadzać się po zamku o każdej porze. Coś czuję, że James i Syriusz nie omieszkają tego wykorzystać.
W zamku panowała cisza i spokój co znaczyło, że wszyscy jeszcze grzecznie śpią. Miałem więc trochę czasu dla siebie. Udałem się do biblioteki żeby trochę poczytać w spokoju i pomyśleć. W głowie miałem treść listu, który dostałem poprzedniego dnia od tajemniczego mężczyzny spotkanego w pociągu. Same okoliczności spotkania były intrygujące, a co dopiero treść owego listu. Nie uważałem by przystanie na jego propozycję było rozsądne. Być może chciał mnie zwabić w pułapkę albo wykorzystać do złych celów. Może przesadzam..ale mam powody by się obawiać. Nie, pójście na wieżę i to jeszcze o północy odpadało. Jeśli tak bardzo chce się ze mną spotkać to niech się pojawi w jakimś mniej odludnym miejscu i co ważniejsze o normalnej porze. Chociażby na błoniach wieczorem. Westchnąłem zrezygnowany bo przez te myśli ani trochę nie skupiałem się na lekturze. Wziąłem książkę ze sobą i wróciłem do dormitorium bo i tak nadchodził czas śniadania, a zapewne moi przyjaciele nie raczyli jeszcze wstać i jak zwykle obowiązek budzenia ich przypadnie na mnie. Druga sprawa, że musiałem zaprowadzić wszystkich na Wielką Salę, zwłaszcza pierwszorocznych. 
    Gdy wróciłem część uczniów już wstała. Były to głównie uczennice spieszące z grzebieniami i innymi babskimi mazidłami do łazienek. Nigdy nie zrozumiem po co marnować czas na takie rzeczy. Zwykłe przeczesanie włosów grzebieniem w zupełności by wystarczyło. 
Postałem trochę w pokoju głównym naszego dormitorium gdyż musiałem wskazać coponiektórym pierwszorocznym gdzie mają łazienkę. Sądziłem, że zapamiętają skoro wczorajszego wieczoru z niej korzystali, ale skoro jednak nie to moim obowiązkiem było pomóc. Gdy nadeszła odpowiednia godzina poszedłem na górę by obudzić zaspanych Huncwotów. Miałem cichą nadzieję, że jednak wstali, z resztą tak jak zawsze, ale oczywiście spali dalej porozwalani na swoich łóżkach. Zwłaszcza Syriusz. Po co mu w ogóle kołdra skoro skopuje ją na tyły i ostatecznie przykrytą ma jedną stopę, najwyżej całą nogę. Uśmiechnąłem się pod nosem na ten widok i wciągnąłem powietrze. 
- Wstawać, już jest ranek i trza się niestety uczyć! - z całych sił starałem się mówić radosnym tonem coby ich trochę poirytować. 
- Daj spokój..nie bądź jak moja matka, to nieludzkie wstawać o tej porze.. - jęknął jak zwykle James i tylko przewrócił się na drugi bok chowając się pod kołdrą. 
Spojrzałem na Syriusza. Nawet nie drgnął i albo udawał, ze śpi albo zamierzał mnie przestraszyć. Jedynie Peter obudził się od razu. Zawsze był posłuszny, każdemu z nas. Tylko dzięki naszej przyzwoitości nie nosił za nas podręczników i innych rzeczy. Zapewne byłby do tego zdolny, a w przypadku książek Syriusza i Jamesa szalałby z radości.  
Odważyłem się podejść bliżej łóżka Syriusza i tyknąłem go palcem w policzek. 
- Wasza książęca mość, nie zechciałby pan się obudzić? - nie wierzyłem w pozytywne skutki tej prośby, ale ku mojemu zdziwieniu Syriusz zaśmiał się cicho i otworzył oczy. 
- Od kiedy to nazywasz mnie księciem, co? - uśmiechnął się do mnie w taki sposób jakby się zwracał do ładnej dziewczyny, którą chciałby poderwać. Nieco mnie to zmieszało więc odwróciłem wzrok. 
- Przecież wiesz, że to dla żartu - skwitowałem i czym prędzej poszedłem budzić Jamesa, ale nie było potrzeby bo ten krótki dialog zainteresował go na tyle, że sam się obudził. Widząc to uśmiechnąłem się delikatnie i wcisnąłem mu ubrania w ręce. 
- Idź szybko się ogarnąć bo niedługo nie zostanie dla nas nic do jedzenia. 
Syriusz zaśmiał się cicho i zszedł ze swojego łóżka biorąc swoje ubrania. 
- Nie martw się Luniaczku, jestem pewny, że domowe skrzaty zadbały o to by nikomu nie zabrakło jedzenia
Spojrzałem na niego i przewróciłem oczami. Zaraz oboje poszli się przebrać. Peter już wcześniej to zrobił i stał koło mnie czekając aż wszyscy będą gotowi, a gdy dwójka śpiochów wróciła poszliśmy na śniadanie.  Ja musiałem zaprowadzić pierwszorocznych więc szedłem bez nich. Potem jeszcze chwilę patrzyłem jak siadają na miejsca licząc ich szybko. Nikt się nie zgubił. Uśmiechnąłem się delikatnie zadowolony, że moje pierwsze zadanie się udało i zająłem swoje miejsce obok Petera i na przeciwko Syriusza. Nie miałem szansy się odezwać bo zastałem ich podczas planowania ataku na Severusa. Westchnąłem cicho i na razie postanowiłem tego nie komentować. Biedny chłopak. I bez tych wszystkich złośliwości zdawał się bw nienajlepszym humorze. Właściwie widziałem go wesołego tylko raz, kiedy to udało mu się rozgniewać Jamesa jakąś docinką. Nie sądzę jednak by to była prawdziwa radość, a raczej chwilowy objaw satysfakcji. Odłożyłem myśli na bok i zająłem się jedzeniem. Będę się martwił, gdy ten plan wejdzie w życie.   
     Zajęcia minęły nam jak zawsze. Ja starałem się uważać, James i Syriusz starali się jak najbardziej nie uważać, a Peter raz był spokojny, a raz próbował naśladować Łapę i Rogacza. Czasami przywoływałem ich do porządku, zdarzało się też, że i ja trochę nie uważałem. Problemy zaczęły się dopiero po południu, gdy większość uczniów wyszła na błonia żeby odpocząć, zwłaszcza, że pogoda była bardzo ładna. 
- Hej, widzisz to co ja? - Syriusz uwiesił się na ramieniu Jamesa i wskazał palcem siedzącego pod drzewem i czytającego Severusa. Uśmiech jaki pojawił się na twarzy Jamesa mówił sam za siebie. Tym razem musiałem wkroczyć.
- Nawet o tym nie myślcie! - stanąłem przed nimi z poważną miną jednak oni ani trochę się tym nie przejęli
- Wyluzuj - James machnął ręką, zawsze był pierwszy do gnębienia Ślizgona - tylko się trochę zabawimy, jak zawsze. Nic mu nie będzie. 
On i Łapa zachichotali pod nosem po czym wyminęli mnie i ruszyli w stronę Snape'a. Westchnąłem bezradnie i spojrzałem za nimi. Peter zaraz do nich dołączył, a ja miałem zamiar się oddalić by na to nie patrzeć kiedy przypomniałem sobie własne postanowienia. To byli moi przyjaciele, ale czasem trzeba zrobić coś na przekór przyjaciołom, zwłaszcza, gdy wyjdzie im to na dobre. Ścisnąłem pięści i wyciągnąłem różdżkę po czym prostym zaklęciem podciąłem dwójce nogi. Upadli kawałek przed Severuse przez co chłopak podniósł głowę znad książki dostrzegając ich. Nie czekał ani chwili, po prostu wstał i oddalił się czym prędzej
- Remus! Co to do cholery miało znaczyć?! - krzyknął na mnie James. Widziałem po wyrazie jego twarzy, że jest bardzo wkurzony, w końcu stracił okazję do uprzykrzenia życia Ślizgonowi. 
- To co musiałem - podszedłem do nich powoli - musicie w końcu dać mu spokój, przecież on nic wam nie zrobił! 
Syriusz tylko przewrócił oczami i wstał, ale James nie zamierzał się poddać. 
- Jakoś wcześniej przymykałeś na to oko, dlaczego teraz nie możesz? Odznaka prefekta uderzyła ci do głowy? 
- James..spokojnie.. - Łapa starał się go uspokoić, ale chłopak odepchnął go
- Nie. Po prostu tego nie popieram. Możesz sobie znaleźć inne hobby, a jeśli jesteś zazdrosny o Lily to wiedz, że w ten sposób nie zdobędziesz jej względów. 
Szybko pożałowałem swoich słów. James to wspaniały przyjaciel dopóki nie poruszy się tematu Lily i Severusa w taki sposób w jaki ja to zrobiłem. Złapał mnie za kołnierz i nieco uniósł do góry patrząc wrogo. Wyraźnie kłócił się sam z sobą
- Rogacz, tylko bez takich! - Syriusz natychmiast wkroczył między nas. Zdołał odsunąć Jamesa na bok, ale go nie uspokoił. Potter prychnął pod nosem i odszedł. Wszyscy troje zostaliśmy z posępnymi minami patrząc na za swym przyjacielem.
- Przejdzie mu - pocieszał mnie Syriusz i choć wiedziałem, że tak będzie to nie cieszyłem się z takiego obrotu sprawy. Po chwili Łapa poszedł za nim i natychmiast naszły mnie myśli, że i on ma mi za złe tego co zrobiłem tylko, że stara się tej złości nie okazywać. Może oboje myślą, że odznaka prefekta uderzyła mi do głowy? Prawda jest taka, że od początku powinienem ich zniechęcać, a nie dopiero teraz, ale po prostu się bałem, że ich stracę. Nie wierzyłem, że znajdę przyjaciół, a znalazłem i chciałem ich zachować przy sobie, a najlepszym tego sposobem było tolerowanie ich wybryków. Niektóre żarty były zabawne, chętnie brałem w nich udział, ale to co robili Severusowi to zwykłe gnębienie. 
- Ty tak na serio, Remus? - spytał mnie nagle Peter. O dziwo jeszcze za nimi nie pobiegł. 
- Tak. No bo, czy on im coś zrobił
Chłopak zamyślił się na chwilę i w końcu wzruszył ramionami. 
- Bo ja wiem. Zabrał Jamesowi Lily. 
- Lily sama sobie wybrała. 
Ponownie wzruszył ramionami i poszedł za Łapą i Rogaczem, a ja zostałem sam na błoniach. Nie chciałem teraz za nimi iść. Bałem się, że moja obecność doprowadzi do kolejnej kłótni.        
     W dni takie jak ten lubiłem siedzieć w bibliotece zaczytany w losowo wybraną książkę. Najczęściej nie wiedziałem co czytam więc zastanawianie się nad wyborem tytułu nie miało w takiej sytuacji najmniejszego sensu. Tym razem los padł na "Magiczne Rośliny Lecznicze", które ani trochę mnie nie interesowały. Miały wiele wspólnego z eliksirami, które miały niewielu zwolenników w tej szkole i zapewne w żadnej innej. I pomysleć, że mugole kojarzą czarownice z kotłami i eliksirami. Swoją drogą ciekawe dlaczego tylko czarownice. Moje rozmyślenia przerwał odgłos zbliżających się kroków. Uniosłem wzrok znad książki i zobaczyłem Syriusza. Przez chwilę przypatrywał się okładce trzymanej przeze mnie książki. 
- Siedzisz sam w bibliotece z książką niepotrzebną na zajęcia i o tematyce, która cię nie interesuje - uśmiechnął się delikatnie - co znaczy, że masz zły humor. 
- Trafne spostrzeżenie - westchnąłem zamykając i odkładając książkę. 
- Nie przejmuj się tak, wiesz, że James bywa nerwowy, ja z resztą też.
- Tak, wiem i co z tego? 
- To, że nie trzeba się takimi błachostkami przejmować. Już ma lepszy humor i śmieje się jak zawsze więc choć i zagraj z nami, albo ponarzekaj, że mamy się pouczyć - mrugnął do mnie i złapał za ramię po prostu podnosząc z krzesła. Zrezygnowany tylko przytaknąłem i poszliśmy do dormitorium. Po drodze naszło mnie dziwne wrażenie, że ktoś nas obserwuje. wrażenie to było tak silne, że aż zacząłem się rozglądać, ale nikogo nie zauważyłem. Syriusz tez to poczuł, wiem bo tak jak ja rozejrzał się dookoła.   
- Też to czujesz? - spytał nagle, zatrzymując się. 
- Tak..chyba tak - znów się rozejrzałem z tym samym skutkiem. Hogwart nagle wydał mi się straszny. 
Syriusz miał więcej odwagi. Wyraz jego twarzy pozostał niewzruszony, może nawet trochę zaciekawiony. Chwilę stał rozglądając się tak jak ja, ale w końcu spojrzał na mnie z uśmiechem. 
- Nie ma tu nikogo, chodźmy. 
Skinąłem delikatnie głową i poszedłem za nim. Nagle przypomniałem sobie o liście. Czyżby to on? Ten cały Tom? Skoro zjawił się nagle w pociągu to dlaczego nie miałby nas śledzić? Albo raczej mnie, bo wyglądało na to, że to ja go zainteresowałem. Odrzuciłem tę myśl, była zbyt paranoiczna. 
     Syriusz miał rację. James już się na mnie nie złościł. Nawet mnie przeprosił, ale pomimo tego tej nocy nie mogłem zasnąć. Długo przewracałem się z boku na bok myśląc na zmianę o dzisiejszym dniu i o liście tkwiącym na dnie mojego kufra. Może jednak pójść? Co mi szkodzi. Zapewne tego człowieka nawet tam nie będzie. Westchnąłem cicho. Ciekawość jest okropna, pcha człowieka na przód, gdy ten jest przekonany, że nie powinien czegoś robić. Ja też uległem ciekawości. Kwadrans przed północą zwlokłem się z łóżka i po cichu wyszedłem z dormitorium. Skierowałem się do miejsca wskazanego mi w liście, który oczywiście zabrałem ze sobą. Gdy dotarłem na najwyższą wieżę Hogwartu była już minuta po północy. Drobne spóźnienie. Rozejrzałem się dokładnie, ale tak jak przypuszczałem nikogo tam nie było. Nie zamierzałem stać jak kołek więc odwróciłem się by odejść i wtedy go zobaczyłem. Stał przede mną z uśmiechem na twarzy i delikatnie przymkniętymi oczyma. 
- Wiedziałem, że przyjdziesz - powiedział spokojnym, cichym i pięknie brzmiącym głosem. Uśmiechnąłem się delikatnie w odpowiedzi - nasze spotkanie nie będzie długie. Nie to. 
Wskazał mi gestem dwa fotele stojące przy ścianie. Zdziwiłem się bo mógłbym przysiąc, że wcześniej ich tu nie było. Usiadłem na jednym z nich i patrzyłem wyczekująco na swego rozmówcę. Przyznam, że trochę się bałem. W końcu była to dziwna rozmowa w jeszcze dziwniejszych okolicznościach. 
- Mam dla ciebie propozycję, Remusie. Jak już wspominałem posiadasz w sobie zdolności, których poszukuję. Masz w sobie potencjał, który chciałbym szkolić. Powiedz mi, nie chciałbyś być potężnym czarodziejem? 
- Ja.. - zawahałem się przez chwilę nie wiedząc co odpowiedzieć - chciałbym. 
Tak naprawdę nie na potędze mi zależało, ale wtedy miałem kompletną pustkę w głowie. Jedyne co kołatało mi się w mózgu to spokojny głos mego rozmówcy. 
- Wspaniale - uśmiechnął się wyraźnie zadowolony mą odpowiedzią - musisz jednak wiedzieć, że prawdziwa potęga zawsze jest zakazana. Ludzie się boją i dlatego jej zabraniają. Robią z niej tabu, coś złego, okropnego, a tak naprawdę wszystko zależy od sposobu użycia. 
- Mówisz o czarnej magii..? - nie byłem tępy więc mimo wszystko szybko pojąłem o co chodzi i nie spodobało mi się to. 
- Między innymi - odpowiedział bez wahania i podał mi szklankę soku dyniowego. Nawet nie zauważyłem kiedy po nią sięgnął, ale wziąłem
- Nienawidzę czarnej magii - odpowiedziałem krótko po czym bezmyślnie upiłem łyk.    
- Większość tak mówi i ciężko jest się dziwić skoro przedstawia się tę magię jak coś zabójczego, jak narzędzie zła. To tylko pozory. Zaklęcia, których chcę cię nauczyć mogą sprawić, że czarodzieje będą czuć do ciebie respekt. Nikt nie ośmieli się kwestionować twoich umiejętności i praw do życia. Będziesz mógł spokojnie znaleźć wymarzoną pracę, a w razie potrzeby obronić przyjaciół przed prawdziwym złem. 
- Jakim złem..? - sam nie wiedziałem co o tym myśleć. słowa Toma brzmiały zachęcająco, ale  czułem, że jest w tym wszystkim haczyk. 
  - Czy ja wiem? Możliwe, że zaatakuje ich jakiś stwór, wiesz przecież jak lubią chodzić w niebezpieczne miejsca, wiesz, że bardzo często kuszą los. Któregoś dnia może się to źle skończyć
Poczułem się dziwnie. słowa Toma wsiąkały w mój umysł jak woda w gąbkę. Łapałem je bez najmniejszego oporu, bez zastanowienia. Coś było nie tak..zakręciło mi się w głowie. Odłożyłem na wpół wypity sok.   
- Więc..mówisz, że są w niebezpieczeństwie..?
- Na razie nie, ale co będzie dalej? Mniejsza o twoich przyjaciół, to tylko drobny szczegół.  Tu chodzi o ciebie, o twoją przyszłość - podszedł do mnie i złapał mnie delikatnie za poliki. Jego dotyk wydał mi się wyjątkowo przyjemny, a jego oczy wpatrzone we mnie sprawiały, ze nie potrafiłem myśleć o niczym innym jak o tym co próbował mi wmówić. 
- Masz rację... - odpowiedziałem półszeptem. 
Puścił mnie i skierował się do wyjścia. 
- Spotkajmy się tu ponownie za dwa dni, o tej samej godzinie. 
Po tych słowach po prostu zniknął w cieniu, a ja zastanawiałem się co właśnie zaszło.  Jego argumenty nie były przecież tak dobre bym miał się zgodzić na naukę czarnej magii, a mimo to właśnie to zrobiłem. Co więcej cieszyłem się. Nie mogłem się doczekać następnego spotkania.    

8 komentarzy:

  1. Trolololo Tomuś, czas zacząć swój szatański plan~ którego w prawdzie nie znam, ale wierzę że wymyślisz coś zajebistego XD
    Dobrze że James się tak szybko odobraża bo to wkurza jak się focha na Remusa >< wiem, że tak powinno być, ale wiesz jak to jest...xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że to będzie zajebiste~ Ciągle wymyślam szczegóły planu Toma, ale nie chcę go zdradzać więc się nie zapytam o twoje zdanie xD
      Oj tak..mnie aż bolało gdy to pisałam, ale uznałam, że to by pasowało do charakteru Jamesa D: Zarówno takie wybuchy złości jak i szybkie odobrażanie się.

      Usuń
    2. Nom, bardzo pasuje, ale wiesz, wkurza D:

      Usuń
  2. Dzisiaj chyba nie dam rady sie rozpisac . Ale podobalo mi sie ^_^ Nie mam zastrzezen :>

    OdpowiedzUsuń
  3. Po pierwsze, to przepraszam że dopiero teraz komentuje. Niedawno skończyły mi się maturki, musiałam troszkę to jakoś przetrawić, odreagować i na spokojnie potem wrócić do czytanych blogów :) A czytam zaledwie parę, w tym Twój, ponieważ bardzo podoba mi się Twój styl pisania, przedstawianie postaci, jak również dialogi. Ogólnie całokształt :D
    Tak więc Remus w jakimś stopniu jest zaintrygowany tajemniczym mężczyzną i jego zaproszeniem. Rzeczywiście nietypowa pora i odludne miejsce już wskazuje, że coś jest nie tak, że to nie jest zbyt krystaliczna sprawa, coś poufnego. Nic dziwnego, że Remus nie chce się w coś takiego plątać – on, prawdziwy wzór do naśladowania. A jednak coś go w tym ciekawi.
    Oh biedny, tak niańczyć trójkę swoich o wiele mniej bystrych przyjaciół :D Takie poczucie odpowiedzialności musi być strasznie męczące. Moment przy budzeniu Syriusza bardzo mi się podobał, dało się 'coś' wyczuć, a jednocześnie nie było to nachalne i przerysowane. W sam raz.
    Jeju, ale mi się żal Petera zrobiło. Zawsze się na niego patrzy jak na takiego zdrajce i wgl tego najgorszego, ale w sumie tak ukształtował mu się charakter, że był zdolny do takich rzeczy. Myślę, że w rzeczywistości musiał mieć w sobie jakieś dobre cechy, jakieś zdolności które zostały przyćmione, stłamszone przez tak o wiele bardziej pewnych siebie kolegów.
    „starałem się uważać, James i Syriusz starali się jak najbardziej nie uważać” ahhahaha!!
    No genialne :D Uwielbiam takie teksty.
    Z całego serca nienawidzę Jamesa i Syriusza. No co za podłe dupki, żeby tak dowalać innym (Sev)
    dla własnej zabawy. To takie żałosne. A Remus świetnie się zachował. Pewnie sporo go to kosztowało, w końcu zadziałał przeciwko swoim przyjaciołom (w szerszym rozumieniu oczywiście dla ich dobra, wiadomo o co chodzi, sama to świetnie zaznaczyłaś w tekście). Takie sytuacje bardzo pokazują ogromną niedojrzałość Jamesa, nieco mniejszą niedojrzałość Syriusza, no i dojrzałość Remusa. Zrobił to, co uznał za słuszne, to bardzo w jego stylu. Dobrze, że zaczął już postępować zgodnie z tym co czuje pod tym względem, chociaż pewnie sprawi mu to jeszcze trochę trudności.
    Fajny gest ze strony Syriusza, że poszedł po Remusa. Pokazuje, że mu zależy, że pragnie zgodności w tej ich paczce.
    Ciekawość. Tak bardzo ludzka, właśnie ona skałania człowieka do ciągłych poszukiwań odpowiedzi na pytania i sprawia że cały czas się rozwija. Świetnie pokazałaś to, że ciekawość tak często wygrywa z poczuciem zasad. Ah, ten czarujący Sir Riddle. Naprawdę ogromnie podoba mi się ich rozmowa (jak zresztą cały rozdział^^). Widać to jakie zdolności ma Tom, chociaż nie mówisz o nich tak wprost, jak potrafi oddziaływać na rozmówcę, zaczarować go swoją osobowością, głosem, przekonać go swoich racji, przedstawić je w taki sposób, że stają się atrakcyjne i dla innych.
    Tak jak Remus nie może doczekać się następnego spotkania z Tomem, tak ja nie mogę się doczekać już następnego rozdziału. Mam nadzieję, że wena będzie dopisywać!

    Btw. kompletnie nie mam pojęcia czy są jakiekolwiek błędy (niektórzy to bardzo lubią autorom wypisywać, co wg mnie jest trochę irytujące, chociaż może pomocne) ale to dlatego, że zbyt bardzo wciąga fabuła by się koncentrować na takich technicznych kwestiach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, nawet nie zwróciłam uwagi na to, że wczuwam się w postacie. Dopiero twoje komentarze uświadamiają mi kilka spraw jak na przykład to, że dobrze przedstawiam charaktery postaci, a na tym mi właśnie zależało :3 Cóż, skoro tak ci się podoba to nie pozostaje mi nic innego jak nie przekombinowywać tylko pisać dalej po swojemu~
      Swoją drogą lubię czytać twoje komentarze. Już mniejsza o to, że są o moim opowiadaniu po prostu fajnie mi się je czyta xD

      Następny rozdział zamierzam napisać w ten weekend bo już i tak jeden opuściłam więc trzaby nadrobić~

      Usuń
  4. Założysz sobie aska?

    OdpowiedzUsuń